|
Archiwum
Zakładki:
Http://zwierciadlo.pl/artykul/tylko-dla-dojrzalych?strona=1
Ulubione
|
poniedziałek, 24 października 2011
rośnie brzuch
Kolejna długa przerwa zaowocowała obronionym licencjatem i ukończoną praktyką! Tak więc 2 tygodnie temu wróciłam znów do Niemiec, a moje życie niestety znów ugrzęzło w sarej codzienności. Od poniedziałku do piątku- Mila, pranie, sprzątanie, gotowanie. Znany rytm każdej matki, zwyczajny i jednocześnie tak bardzo przytłaczający rutynowością tych zajęć. Postarałam się to urozmaicić i w środy chodzimy z Milką na zajęcia muzyczne dla dzieciaków 1,5-3 lat. Jest 45 minut śpiewania, zabawy i możliwość spróbiowania swoich sił w grze na instrumentach. Na razie prostych jak bęben, cymbałki, czy po prostu dwa kawałki drewienka uderzane o siebie. Ciekawa jestem efektów tych zajęć, bo w domu Mila uwielbia gdy śpiewam, a do ulubionych piosenek zawsze chętnie tańczy i widzę, że sprawia jej to dużą frajdę. Na konirc zajęć ostatnich była piosenka przy akompaniamencie gitary i na koniec każde dziecko mogło raz przejechać po strunach gitary rączką. Ale się przepychały maluchy!;) Napisałam co mnie udało się w końcu osiągnąć we wrześniu i październiku, ale pominęłam zupełnie skucesy Mili, która zrobiła niesamowity postęp w zakresie mówienia. Nie tylko potrafi nazwać coraz więcej obiektów i wyrazić swoje potrzeby, ale także pała ogromnym zainteresowaniem do poznawania nowych słów. Wciąż chce oglądać książeczki, w których pokazuje mi obrazki, które chce żebym nazywała. Stara się powtarzać. Dziś w sklepie biegała między półkami, nazywając różne artykuły spożywcze. Za niedługo zamiast spisywać listę będę sie posiłkować moim małym mózgiem;) Żeby nie uciekło, postaram się tu zebrać cały słownik Emilki: mama, mamusia, tata, baba, babcia, dziadziu, oma, opa, ciocia, pam (pan), pami (pani), bułka, masło, milko (mleko), nianio (jajko), apko (jabłko), bamy (banan), gurki (ogórki), miś, lala, klecik (krecik), dzik, myszka, auto, autobus, apka (łapka), oko, buzia, noś (nos), komm, dziemy (idziemy), sia (siadaj), ap (hop/up), lulu (spanie), lam (lampa), bii (pszczoła), hasi (zając), okyn (okno), dzi (drzwi), daj, da mi (daj mi), nie kce, I do tego kilka zwierząt, które zamiast nazw woła po odgłosach. Najważniejszy Miau, potem hau, kum, ssss (wąż), muuu, kwa, gę, bee. Jestem z tego zasobu słów na prawdę dumna :) Ale nawiązując jeszcze do tematu notki, to do tego wszystkiego przybyło mi juz parę centymetrów w talii. Dzieciątko, okazało się, że będzie na 90% chłopczykiem (!!!). Czuję już, że będzie silny i duży jak tata bo zaczęłam czuć jego ruchy już w zeszłym tygodniu (czyli w 15 tygodniu ciąży!). Nie wiem czy to w ogóle możliwe, żeby tak wcześnie czuć dziecko. Także oby tylko dalej tak pozytywnie:)
sobota, 17 września 2011
zasmarkane
Takie właśnie obie z Milą jesteśmy zasmarkane. Ja od poniedziałku już, a Mila od wczoraj. W ogóle znów mam w tej ciąży jakieś dziwne przypadłości. 3 tygodnie temu miałam jakieś kłopoty z uchem. Czyrak to był bodajże i musiałam przyjmować antybiotyk. Co prawda w maści i miejscowo, ale na ulotce jak byk było napisane, żeby nie stosować w pierwszym trymestrze ze względu na mozliwość dostana się leku do obiegu krwi. Super! :( A teraz znów to przeziębienie. Niby nic takiego, ale po prostu nie jestem w formie. W dodatku przez tę praktykę nie mogę zostać w domu, tylko chodzę z tym przeziębieniem i jeszcze kończę pisać pracę licencjacką. Muszę oddać do poniedziałku i powinnam się obronić 29.09. Dostałam preferencyjny termin i bardzo się cieszę, że jest możliwość załatwienia tego tak szybko. Byłam też na badaniu krwi. Przebadałam chyba wszystko co można. Zapłaciłam nawiasem mówiąc za to badanie 370zł!!!!!! Ale muszę wiedzieć, czy tym razem nie grozi mi jakiś znowu herpes, czy inny wirus. Nie darowałabym sobie, gdyby coś znowu było z maluszkiem nie tak, a ja nie sprawdziłam i nie zapobiegłam. Czekam z utęsknieniem na spotkanie z T. Ma po nas przyjechać i razem z Milą wrócimy do Niemiec. Odczucia mam znów te same co ostatnio. Tęsknię za własnym stadłem, niezależnością i przede wszystkim życiem rodzinnym. Mila wydaje się być szczęśliwa. Ostatnio ma fazę na koty i nie może się uspokoić gdy takiego stwora zobaczy. Gania za nim wołając -miau, miau!- i chce go koniecznie złapać i pogłaskać. Czasem bywa delikatna i pogłaska po główce, a czasem ma ochotę sprawdzić co by było gdyby pociągnąć kota za wąsy, ogon, lub go uszczypnąć. Kot ucieka, a Mila znów za nim goni. Niepodobna zaprzestać tej zabawy, bo kończy się za każdym razem płaczem i rozedrganiem strasznym. Stąd staram się kotów teraz unikać i nawet nie opowiadam jej zbyt często o kotkach, bo to też zaraz jej przypomina, że chciałaby takiego pogłaskać. Mam nadzieję, że jej to kiedyś przejdzie, lub w końcu sprawimy sobie jednego, żeby może jej spowszedniał;)
czwartek, 08 września 2011
to już rok i 1 dzień!
Chciałam wczoraj zamieścić jakże zgrabną urodzinową notkę. Niestety jednym błędnym kliknięciem myszki skasowałam sobie wszystko i nie mogłam już do mojego tekstu pierwotnego wrócić. Zupełnie mnie to zbiło z tropu i odebrało energię do pisania. Stąd to opóźnienie. Tak więc, rok i jeden dzień temu zamieściłam tu swój pierwszy wpis. Blog miał być dla mnie odskocznią i miejscem, gdzie będę mogła podzielić się tym, czego nikomu powiedzieć nie mogę. A bywało trudno. Rok temu miewałam częste chwile doła, płaczu, chwiejności nastrojów i ogólnej nieakceptacji. Muszę jednak stwierdzić, że bardzo się przez ten rok zmieniłam. Myślę, że wydoroślałam i znalazłam odrobinę wewnętrznej harmonii. Pogodziłam sie też z moją sytuacją życiową i zaczęłam czerpać radość z tego co mam. Oczywiście nie bez wpływu pozostawał fakt zakończenia licencjatu (jeszcze obrona została, ale mam na myśli egzaminy), czy podjęcia teraz praktyki, co pomaga mi doceniać własną wartość. Wiele przeszłam też z T. przez ostatni rok i dziś na pewno moge zgodzić się z tak znanym powiedzeniem- co cię nie zabije, to cię wzmocni. Tak było z nami. Po okresie bardzo burzliwym, zbliżyliśmy sie do siebie. I czuję, że te przeciwności nas zespoiły. Nie sposób pominąć też zmian jakie zaszły w rozwoju mojej latorośli. Rok czasu w tym wieku jest jak milowy skok do innego świata. Z bobasa stała się śliczną dziewczynką z dwoma kucykami. Jest już maluchem, który chce sam o sobie decydować i nie godzi się już tam łatwo na wszystko co proponują dorośli. Cieszę się z tej niezależności o którą walczy każdego dnia, z tego ile mówi i jak bardzo potrafi odwzajemnić mi moje matczyne uczucia. Jest najwspanialszą istotą! Tak więc dzięuję Wam wszystkim, którzy zaglądacie tu czasem. Wiem, że grono czytelników nie jest szerokie. Tym bardziej dziękuję tym z Was, którzy zaglądacie tu nie znając mnie. Komentując moje wpisy dodajecie mi otuchy i wsparcia. Szczególne podziękowania przekazuję na ręce mamy_zochulki i asieqz. Obym za rok też mogła z takim optymizmem wspominać miniony! :)
poniedziałek, 05 września 2011
10 tydzień
Właśnie wkraczam w 10 tydzień mojej drugiej ciąży. Nadal bywam senna i nie mogę patrzeć na niektóre produkty, np. indyjskie potrawy mojej mamy. Choć normalnie należą do moich ulubionych. I choć w zasadzie w natłoku wydarzeń można by prawie o tej ciąży zapomnieć, to jednak brzuszek powoli zaczyna rosnąć i gdzieś się w głowie zapala światełko, że już niedługo będzie u nas ciaśniej. W momentach trudnych panikuję, że z dwójką to na pewno nie dam sobie rady, a kiedy jestem szczęśliwa cieszę się, że będzie jeszcze jedno stworzenie do obdarowania naszym uczuciem. Od 2 tygodni jestem znów w Polsce. Przyjechałam się bronić i odrobić zaległą praktykę studencką. Nawet udało mi się załapać na tę praktykę do całkiem fajnej renomowanej firmy, więc jest szansa, że coś stamtąd wyniosę. Niestety praktyka dotyczy pracy w dziale księgowości i mimo, że dotyczy prowadzenia księgowości dla firm zagranicznych i jest trochę wyzwań- listy, faktury niemieckie, to nie da się ukryć, że generalnie tonie się w liczbach, danych. Po prostu niestety nuda. Nie deprecjonuję księgowości jako dziedziny, bo myślę, że w tym też można być świetnym i się w tym sprawdzać. Jednak w moim przypadku praktyka ta raczej utwierdzi mnie w tym czego robić nie chcę. Może taką drogą przyjdzie mi pójść? Skoro nie wiem co chcę robić, może należy wyeliminować najpierw wszystko to, czego nie chcę? Może się niestety okazać, że ta metoda zabierze zdecydowanie więcej czasu. Z mojej córy mogę być dumna. Za dwa dni skończy 18 miesięcy. W naszym repertuarze są odgłosy wielu zwierzątek, które Mila wydaje na prośbę . A jak robi... (konik, kurka, krowa, piesek, kotek, myszka, wąż, sowa, wilk)? Ponadto komunikuje sama wiele życzeń bądź rozkazów. Na komendę -komm- trzeb oczywiście niezwłocznie do niej przyjść, a słodkim -siasia- chce poprosić, żeby koło niej usiąść. Oczywiście babi, dziadzia, tata, mama, ciocia, oma, opa należą do podstawowego słownika i są rozpoznawani bezbłędnie. Komunikuje również głód i pragnienie, odpowiednio poprzez -am- lub odgłosy picia. Rozwija się w kosmicznym tempie na naszych oczach. Wydaje się, że każdy dzień niesie coś nowego. Czy to słówko, czy zachowanie. Coraz więcej opowiada i bawi się sama. A dziś pan taksówkarz, który był uprzejmy podwieźć nas rano do babci, pytał ile ma lat, czy może 3? Kiedy usłyszał 1,5 roku, to nie mógł uwierzyć. Taka to jestem z niej dumna! :)
czwartek, 11 sierpnia 2011
hurrra
Czekałam i czekałam z tym wpisem, bo sytuacja rozwijała się dość nietypowo. Po ostatnim wpisie wiedziona przeczuciem, że jestem w ciąży zrobiłam test. Wynik- negatywny. Po kilku dniach kolejny test znów dał ten sam wynik. Poczułam się jak głupek, że tyle się nagadałam o rzekomej ciąży, ile to strachu i rozterek, a tu nic. I głupio było mi pisać, że w zasadzie to z tego wszystkiego lipa. Jednocześnie gdzieś podskórnie czułam, że to nie może być tak. Jesteśmy sobie w stanie wiele wmówić. Szczególnie zmęczenie, czy senność niekoniecznie muszą być oznaką ciąży. Do tego częstsze korzystanie z toalety, może poprostu z powodu picia tak dużych ilości herbaty? No ale kiedy zaczęło mi być rano niedobrze wiedziałam, że musi w tym wszystkim razem być jakaś przyczyna, bo problemy z żołądkiem miewam bardzo rzadko i na pewno nie ciągną się one przez dłuższy czas. Wiedziona więc instynktem postanowiłam kupić test trzeci. Zarzekłam się, że to już ostatni i mam nadzieję, że w mojej drogerii nie rozponzają mnie jeszcze jako "ta klientka od testów ciążowych". No i warto było. Test trzeci dał w końcu wyczekiwany wynik pozytywny!!! :) Potwierdzony zresztą dziś ostatecznie wynikiem z badania krwi na obecność hormonu HCG. Tak więc hurrraa!!! Witaj druga ciążo:) Oczywiście niepewności mam w głowie nadal pełno. W dodatku moje studia, jak my sobie damy radę, itd. Ale jednocześnie jest ta niesamowita radość, że znowu będziemy świadkami cudu narodzin zupełnie nowej istoty :):):):):)
czwartek, 28 lipca 2011
a gdyby tak...
Milutek zadomowił się na dobre w nowym pokoiku. Udała nam się robota z mężem. Ewidentnie, co dwie głowy to nie jedna! Jak się zabraliśmy za segregację rupieci, tak wyniesliśmy kilka pudeł rzeczy zbędnych i w pokoju zrobiło się bardzo przyjaźnie. Poza tym mój wspaniały T. podzielił moje marzenia odnośnie stoliczka i krzesełka dla małej i teraz ma na prawdę śliczny, własny dziecięcy kącik. A stoliczek jak się okazało był zakupem ważnym, bo w końcu jest gdzie wyżywać się artystycznie. O tak, Emilia uwielbia rysować. Przy czym jej rysowanie przypomina mi pracę jakiegoś niewyżytego, ekscentrycznego artysty, który co rusz zmienia kolory, rozsypuje swoje rysunki, by znów je podnosić i dokańczać swoje szalone dzieło. Ale wracając do tematu notki, chciałabym podzielić się swoimi obawami. Bo czekam już od tygodnia, w ten weekend okaże się czy jestem w ciąży, czy nie. Długo zastanawialiśmy się nad kolejnym maluszkiem i doszliśmy do wniosku, że pora odpowiednia. Czuję ogromną ekscytację. Co rusz wydaje mi się, że na pewno jestem w ciąży. Przecież znów mi tak słabo i spać się chce cały czas. Ale czy to wystarczające objawy? Zresztą próbowaliśmy już od kilku miesięcy i na razie bezskutecznie, czy jest zatem szansa, że tym razem się udało? Takie to moje dywagacje. A gdyby tak pojawił się jeszcze jeden członek naszego stada. Czy nie za wcześnie na kolejnego malucha? Czy T. będzie dla mnie wsparciem, czy zostanę z 2 maluchami na głowie i studiami? I w końcu najważniejsze, czy jeśli jestem w ciąży, to tym razem maluch będzie zdrowy?
czwartek, 21 lipca 2011
przytulasek
Moja babcia już jakiś czas temu mówiła mi jak bardzo inne staje się macierzyństwo, kiedy maluch sam przychodzi, żeby się przytulić. Słuchałam, przytakiwałam, ale jeszcze bez świadomości jak to na prawdę jest. Dziś już sama wiem jak wiele daje ten uśmiech i zarzucone dookoła mnie rączki. Wiem, że dla małej jestem jeszcze wciąż całym światem. I sam fakt, że jest taka istotka, która tak bardzo mnie potrzebuje daje ogromnie dużo siły. Jutro planujemy przeprowadzkę małej do własnego pokoju. Trzeba jeszcze przerzucić gratów 1000, bo obecnie mały pokoik to Arbeitszimmer- czytaj rupieciarnia z 3 (!!!) biurkami mojego męża i zawalona totalnie książkami. To chyba spory krok na przód. W końcu trochę spokoju w nocy i to dla obu stron. Marzy mi się jeszcze zakup małego stoliczka w IKEI z tym słodkim malutkim czerwonym taborecikiem. Widzę oczami wyobraźni jak siedzi tam sobie i coś rysuje. Ale zobaczymy na co nam fundusze pozwolą;) Jeszcze chciałam napisać, że moja rozkocha jest jak najbardziej muzykalna. Co cieszy mamę bardzo :) Jak tylko słyszy muzykę, która się jej podoba zaczyna tańczyć kołysząc się na boki, lub udając babcię tańczącą Rock'n'Rolla (to jest zaleta młodych babć!). Słyszałam, że w Polsce też tak deszczowo jak u nas. Coś ta pogoda nie dopisuje :( Ale ja na poprawę humoru upiekłam wczoraj placek z czerwoną porzeczką. Moja córa poinstruowana - Mila, zobacz jak ciastko ładnie pachnie- chciała wciąż stać przy piekarniku i wąchać;) Wam też życzę jakiegoś letniego, kolorowego akcentu w tę straszną pluchę! :)
wtorek, 19 lipca 2011
Wykradam chwilkę z mojego czasu przeznaczonego na pisanie pracy, by się tu znów wynurzyć nieco. A chciałabym o rzeczy prostej- o słuchaniu. Mam wrażenie, że od kiedy mieszkam w Niemczech nauczyłam się słuchać. Nigdy nie byłam mistrzynią tej na prawdę niełatwej sztuki. Jednak miesiące siedzenia cicho, gdy jeszcze nic nie rozumiałam, wysłuchiwanie i wyłapywanie każdego znanego słówka okazały się staranną lekcją. Z domu wyniosłam raczej myślenie: szybciej i głośniej, byle cię wysłuchali. Ciężko było doprosić się o uwagę mojej wiecznie zapracowanej mamy. Kocham ją bardzo i tak zawsze będę podziwiać za to, czego dokonała. Medycyna+dwójka dzieci= szacun. Ale dziś razi mnie jej zachowanie. Kiedy zadaje pytanie przez telefon -co słychać?-. Nie czeka nigdy na odpowiedź, choć po pytaniu następuje cisza, którą i tak muszę opowiadaniem wypełnić. Brak jednak komentarza, który dałby poczucie zrozumienia słuchacza. Temat zostaje natychmiastowo zmieniony na ten aktualnie rozmówcę interesującego. Ok, możemy też mówić o twoich sprawach. Ale moje komentarze często pozostawione są bez echa. Jak to jest, że bywa dla mnie czasem najbliższą przyjaciółką, a czasem wydaje mi się, że dzielą nas mile. Co sprawia, że jednego dnia światy tak bliskie, następnego wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego? Tu w Niemczech dużym nietaktem jest okazanie, że się kogoś nie słucha. Przerywanie, wchodzenie w słowo, czy zmiana tematu są po prostu oznaką niewychowania. To tu zaczęłam doceniać rozmowy telefoniczne, w których liczą się obie strony. Gdzieś nam to aktywne słuchanie umyka, a sprawy dnia codziennego przysłaniają sprawy najistotniejsze- drugiego bliskiego nam człowieka.
środa, 13 lipca 2011
*
Już wydawało mi się, że wszystko ustatkowane, że chyba tu nie wrócę. Ktoś kiedyś mi powiedział, że blog ludzie piszą w wiekszości z powodu własnych rozterek, problemów. I nawet by się to chyba zgadzało. Bo w chwilach słabości jakoś mamy ochotę się tym naszym smutkiem podzielić. Więc czemu wracam? Przecież egzmiany pozdawałam. Muszę odwołać się do wpisu z maja, że rzeczywiście nie było az tak źle;) Obecnie ślęczę dwa razy w tygodniu nad licencjatem, ale to w zasadzie jak wakacje. Mała wtedy u teściów, a ja z kubkiem herbaty zasiadam przed komputerem do pracy. Przecież w porównaniu do codziennej gonitwy, to dla mnie relaks. Więc wracam tu nie z powodu niespełnienia, jak to wcześniej bywało, ale raczej z samotności. Jest jakaś potrzeba podzielenia się swoim światem. Od kiedy przyjaciele sa tak daleko, wcale nie łatwo umówić się na kawę, a nawet po prostu zadzwonić. I stąd ta samotność tak uwiera. We czwartek (już jutro!) zafundowaliśmy sobie z T. pierwszy wspólny wyjazd od czasu kiedy Mila jest na świecie. Jedziemy w świat wielki bo do Wiednia. Będzie zwiedzanie, spotkania ze znajomymi, co to na erasmusach i innych praktykach przebywają;) i mam nadzieję trochę szaleństwa. Nie wiem tylko na ile zdołam się odprężyć wiedząc, że zostawiam po raz pierwszy małą na 3 dni. Na 3 potwornie długie dni. I choć Oma zła nie jest, wręcz jest ulubienicą małej, to i tak nie o to chodzi. Będę tęsknić i już.
czwartek, 19 maja 2011
macierzyństwo bez lukru
Codziennie podczytuje różne blogi. Szperam, zaglądam i szukam czegoś nowego. Mam oczywiście także stałe miejsca, które odwiedzam. Wczoraj jednak trafiłam przypadkiem na akcję macierzyństwi bez lukru (Macierzyństwo bez lukru) I stamtąd ponisoło mnie jakoś na pewnego bloga, gdzie autorka pisała o tym, że gdy stajemy się matkami to w pewnym sensie umieramy. Strasznie mnie to przybiło. Ale nie tak dlatego, że to jest smutne, że ktoś tak myśli. Ale dlatego, że po części jest to prawdziwe. I co najgorsze, choć nie wiem jak bardzo chciałabym ukryć to uczucie, (przecież kocham moją małą nad wszystko), to i tak nie zmienia to faktu, że tak się też czuję. Od kiedy jest Mila umarła jakaś część mnie. Gdzie zaczyna się dorosłość, a gdzie kończy młodość? Chyba tutaj. Oczywiście przyszło nowe doświadczenie, jest bezgraniczna miłość do istoty, która jest częścia mnie. Ale jednocześnie od kiedy ona istnieje, ja juz nie jestem odrębną, samostanowiącą o sobie jednostką. Wszystko wiąże się z nią i sprawia, że nie ma już momentu dla siebie, chwili mojej. Nie chcę się nad tym użalać, w zasadzie przywyczaiłam sie już do tego prawie. Ale teraz, gdy T. chce kolejnego dziecka ogarnia mnie rozpacz. Wciąż mam nadzieję, że to jeszcze wróci. Przecież mam jeszcze perspektywy. Wiem, że z każdym kolejnym maluchem coraz bardziej będę przykuta do domu. Czy to normalne, że tak się boję znowu zajść w ciążę? Przecież zawsze chciałam mieć rodzinę. Nigdy nie myślałam jednak, że rozdźwięk i codzienny wybór między rodziną a karierą jest tak trudny. Pogodzenie swoich ambicji i oczekiwań co do bycia matką jest na prawdę trudne. Dlatego chylę czoła przed wszystkimi mamami wielodzietnymi. I przed moją mamą, że dała radę. My i medycyna. Tylko czemu mnie to tak łatwo nie przychodzi?
|